Pamiętnik Absolwenta

Wpis

czwartek, 16 października 2014

Inquisitio haeretica pravitatis - Sanctum officium

Dla tych co nie załapali tytułu, powiem w skrócie. Chodzi o INKWIZYCJE.

I to o taką świętą. W ogóle to chodzi o moje miasto, ale w nim Inkwizycja kwitnie jak gdyby nigdy nic. Zaczęło się od wprowadzenia PEKI, którą nazywam TEKĄ (do jakieś teczki poszły pieniążki z Unii, a teraz trzeba te pieniążki ratować). Jeśli nie wiecie o co chodzi polecam wpisać nazwę w internecie. Skrótowo powiem jednak, że jest to taka mała karta, która zastępuje bilety i sieciówki w komunikacji miejskiej. No i ma być wygodna i doskonała. Z czasem będzie miała więcej funkcji. No i jest oczywiście korzystna dla Poznaniaka. Cała zabawa polega na tym, że pieniążki wylądowały w TECE, a Unia przypomniała się miastu (kochana Unia), że jak mieszkańcy nie będą jej posiadać i używać to pieniążki należy oddać :D

I tu się zaczęła zabawa. System wprowadzono tak szybko, że jest niekomfortowy, niewygodny, stwarza problemy, zabiera czas i nie zawsze pieniążki trafiają na konto naszej własnej PEKI (ciekawe więc gdzie lądują prawda?). I tak koło się kręci. Jest nie fajnie. Jest niewygodnie i jest zamieszanie. Mimo to poruszać się po mieście trzeba. Dlatego wykorzystuję fakt, że to ostatnie kilkadziesiąt dni mojej ulgi studenckiej i jeżdżę na biletach, które zostały mi z wakacji.

Tak się akurat zdarzyło. że wczoraj musiałem do pracy, z pracy i popołudniu uderzyć jeszcze na miasto. Pozwiedzałem więc dzielnice swojego ukochanego miasta i pojeździłem tramwajami (tutaj się mówi Bimbą). To co się dzieje w tym mieście to groza. Wszędzie tłumy ludzi, płomienie, walające się śmieci i zdewastowane (zniszczone) budynki. Śmierdzi dymem, spalenizną i jest po prostu smutno. Na początku przyszło mi czekać na tramwaj z kółkiem różańcowym. Modlili się o to by tramwaj przyjechał na czas, a w środku o to by zawiózł ich bezpiecznie do centrum. Zdrowaśki wysadzały mi mój satanistyczny (na to wygląda) łeb.

Mijaliśmy po drodze piękny i nowoczesny budynek Muzeum Narodowego gdzie zwiedzający mogą obejrzeć rzeźby i obrazy innowacyjnych artystów. Kątem oka widziałem jak tłum ludzi szturmem przebił się przez możliwe blokady i wdarł się do środka z widłami i pochodniami. Później z okien mojego miejsca pracy widziałem ogromny słup dymu. Widać ochrona muzeum tracąc pierwszą linię obrony musiała się poddać rozzłoszonej gawiedzi i pozwoliła im na wszystko. Żywoty nagich rzeźb (tak tak, takich bez listka figowego) czy chociażby z odsłoniętą kobiecą piersią zapewne zostały strzaskane. Malowidła myślę podzieliły los budynku i po prostu doszczętnie spłonęły. Niewielki ułamek, który został uznany za ,,godny" najprawdopodobniej wynieśli sami agresorzy. Było jednak tego niewiele (katolickich artystów było u nas niewielu). Na samych ulicach palono natomiast książki, podręczniki a sprzedawców sklepów z bielizną, grami komputerowymi, sprzętem RTV i AGD krzyżowano. osoby, które utrzymywały kontakt z literaturą Sci-Fi czy fantasy podzielili los tych, którzy działali w branży erotycznej. Spalono ich na stosie.

Mówiąc poważnie, moje miasto opanowała Inkwizycja.

Fanatyczne grupki wywarły nacisk na władze naszego miasta. Urzędnicy schowali się we własnych gabinetach wzywając do obrony straż miejską i policję. Wojsko wysłano na granicę naszego miasta by wszelkie Golgoty, Dody, Nergali, czy zboczonych czworonogów nie wpuszczać. Do ochrony obywateli miasta nie pozostał nikt. Kościół ze swoją trzódką ruszył więc na łowy. Tak to trwa już kilka dni.

Wszystko zaczęło się od pewnego przedstawienia, które nie miało miejsca, ponieważ grupa 30 osób była zbyt wielkim zagrożeniem dla artystów i całego eventu. Rozumiem to. Nasza policja faktycznie nie jest w stanie zabezpieczyć imprezy i upilnować 30 fanatycznych pseudo-katoli. Ci widząc obrót sprawy poczuli władzę i moc Jedi. Dogadali się z najważniejszymi głowami kościoła w mieście i zaczęli uprawiać propagandę. Trwała ona całe wakacje. Efekty przyszły jesienią.

Ofiarą zostały nawet zwierzęta. W sumie to nie dziwi bo każdy w Polsce od dawna wie, że Poznań to piastowskie miasto chuci i nierządu. Obyczajowa nieskromność króluje u nas od dawna (co jest oczywiście winą poznańskich słoików! Każdy rodowity mieszkaniec to wie!!). Reszta kraju wydaje się kibicować naszym pseudo-katolom licząc na więcej. Wracając do zwierzątek, które stworzył sam Pan! Doszło do wielkiego, krajowego, nie przepraszam globalnego skandalu na skalę naszej mlecznej galaktyki i kilku sąsiednich. Na oczach naszych cnotliwych chrześcijanek, bezwstydnie z donośnym wręcz rykiem sobie po prostu kopulują. Najgłośniej robią to najbardziej sprośne z nich, a więc osły! Nie robią tego jednak w domu, w zacisznym mieszkaniu, czy w rogu ciemnej ulicy, by nikt ich wzrokiem nie uchwycił, tak jak to robią nasze miłe panie. O nie! To wszystko działo się proszę państwa w Zoo. W ZOO !!!!!

Przecież każdy wie, że zacne i ułożone mieszczki opiekujące się nieznającymi jeszcze zagrożeniami i zgorszeniem tego świata brzdącami zwykły zabijać czas w salce parafialnej, w parkach lub właśnie w Zoo. To w poznańskim właśnie Starym Zoo doszło do tych jakże dantejskich scen. Zwierzę nie człowiek i nie używa gier wstępnych. Jak chce to musi i już. Ponieważ same osły są gnuśne to na pewno nie będą nawet zabierać się za jakieś przymiarki tylko od razu zabiorą się do działania.

Partnerce wystarczy widok długaśnego penisa gotowego do penetracji i sama również chce. I tak się właśnie działo. Bezwstydne osły nie bacząc na to, że w pobliżu znajduje się kilka niewinnych duszyczek, oddawały się radosnej. zwierzęcej prokreacji bez umiaru, cienia wstydu i skromności. Do tego ostentacyjnie ryczały z wielkiej uciechy powodując zgorszenie pobliskich mieszkańców i zazdrość ratuszowych koziołków.

Coś takiego nie mogło im ujść płazem. Katolickie kobiety, jak to mają w zwyczaju na widok i odgłos tych działań uruchomiły swoje szare komórki. Jedne sobie przypominały wydarzenia ostatniej nocy z mężem, drugie zaczęły fantazjować (ale tak skrycie), a trzecie zaczęły planować najbliższe spotkanie z ukochanym mężczyzną, za którego wcześniej wyszły oczywiście za mąż. Wszystkie jednak jednomyślnie zbulwersowały się na fakt, że ta bezczelna oślica nie musiała się kłaść na grzbiecie! To przeważyło szalę oburzenia! Poszły więc do władzy, a że władza się pochowała to na sprawy ludu pozostały tylko wybitne polityczne jednostki. No i właśnie do jednej z nich udały się z zażaleniem. Nie zażądały by umożliwiono im identyczną satysfakcję. Nie zażądały czerpania takiej samej radości, jaką ma oślica. O nie! Polacy to naród zawistny, a kobieta jeszcze bardziej! Zażądały żeby zakazać satysfakcji zwierzątkom.

Władza (ta co pozostała) tak uczyniła i zwierzęta rozdzielono. Podobno całą noc spędziły na klęczkach w kościele obiecując poprawę, więc szybko pozwolono im się zamieszkać razem. teraz żyją na zasadzie nałożonego przez proboszcza celibatu i co niedziele mają się dwa razy stawić w kościele. Pseudo-katole są więc zadowolone.

Mógłbym napisać jeszcze tutaj o tym, jak to zakazuje się koncertów (wszystko po za Rubikiem i Arką Noego jest satanistyczne), przedstawień (tylko biblijne przypowieści) i wszelkiej maści wernisaży (chyba, że są to namalowane, sfotografowane anioły). Ale po co mam się rozpisywać. Nie ma to sensu. Miejsca tu nie starczy.

Tymczasowo udało mi się uniknąć spalenia czy ukrzyżowania. Nie jest źle. Kiedy jednak patrzę na te płomienie trawiące miasto i książki. Kiedy widzę jak pseudo-katol człowiekowi wilkiem boję się. Boję się o to, czy moje miasto będzie jeszcze miastem, czy na pobliskich terenach ujrzę zieloną trawę. Na ten moment widzę ruiny, ogień i spaloną ziemię.

Chyba nawet Bóg unika już tego miejsca.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
absolvens
Czas publikacji:
czwartek, 16 października 2014 12:31

Polecane wpisy